Kradzież kilkulatka. Co zrobić, jak o tym rozmawiać, żeby dziecko nie bało się przyjść do nas z problemem?

kradzież kilkulatka
moje dziecko coś ukradło

Niedawno mój 4,5 letni syn dopuścił się kradzieży. Byłam tym zupełnie zaskoczona i potrzebowałam trochę czasu, żeby ułożyć sobie to wszystko w głowie. Zastanawiałam się co zrobić i jak porozmawiać z moim dzieckiem, żeby w przyszłości nie bało się przyjść do mnie z problemem. W tym wpisie opowiem Ci jak to się stało, dlaczego i w jaki sposób udało mi się porozumieć z dzieckiem. Okazało się, że kradzież mojego kilkulatka nie była trudna tylko dla mnie.

Historia będzie opowiadana niechronologicznie. Przedstawię Ci ją w taki sposób, w jaki ja dochodziłam do prawdy i różnych wniosków.

Jak się zorientowałam, że mój syn coś ukradł?

Szukałam “kleszczołapek” i okazało się, że mój syn ma jedną w swoich “szufladkach” w których trzyma skarby. Nie chciał, żebym tam zaglądała, ale powiedziałam mu, że to bardzo ważne, żeby szybko pozbyć się kleszcza i wtedy się zgodził. Przyszło mu to z trudem i widziałam, że się denerwuje. Olałam to wtedy i zapomniałam o sprawie.

Następnego dnia zaproponowałam mu, że możemy razem posprzątać w jego szufladkach. Powiedział, że to dobry pomysł, ale że do jednej szufladki nie mogę zaglądać. Mówił mi to już od dwóch tygodni, ale nie pomyślałam że to może oznaczać coś poważnego. Jednak kiedy posprzątaliśmy wszystkie szufladki, to zgodził się żebyśmy razem zajrzeli do tej zakazanej. Moją uwagę zwróciła wtedy mała buteleczka z zapachem samochodowym. Syn powiedział, że dostał ją od taty, co mnie trochę zdziwiło, bo nie mieliśmy wtedy samochodu.

Zaczęłam być podejrzliwa

Wieczorem, kiedy dzieci zasnęły spytałam się męża o co chodzi z tym zapachem samochodowym. Mąż powiedział, że nie ma pojęcia i wtedy zapaliła mi się czerwona lampka. Zaczęłam dogłębnie analizować wydarzenia ostatnich tygodni oraz przypomniałam sobie dziwne zachowania mojego syna w sklepie. Kilka razy przyłapałam go na wkładaniu do kieszeni cukierków, a mąż raz zobaczył jak wkłada zabawkowy samochodzik do plecaka. Tłumaczyliśmy mu spokojnie, że nie można tak robić. Że to jest kradzież i że policja może z tego wyciągnąć konsekwencje. Mąż powiedział synowi, że mogą go (męża, a nie syna) wsadzić do więzienia za kradzież, bo on odpowiada za swoje dziecko.


Teraz jak to piszę to myślę sobie, że kiepsko nam wyszła edukacja na temat policji, tego czym się zajmują i mogliśmy lepiej wytłumaczyć czym jest kradzież i dlaczego nie warto tego robić. Jednak działaliśmy w emocjach i na szybko, bez głębszego przemyślenia sprawy.
Liczyliśmy na to, że krótkie wytłumaczenie wystarczy i będzie po sprawie. I tak nam się właśnie wydawało, bo te “incydenty” na zakupach bardzo szybko się skończyły.
Jednak byłam przekonana, że ten zapach samochodowy został ukradziony przez mojego syna. Od dwóch tygodni nie pozwalał nam zaglądać do “szufladek” i wyglądał przy tym na przestraszonego. Ewidentnie było coś na rzeczy.

Zachowanie mojego syna od kilku tygodni było inne. Nagle wszystko ułożyło mi się w jedną całość.

Jak zareagować na kradzież kilkulatka?

Moja pierwsza myśl była taka, że syn powinien ponieść konsekwencje! Pójść do sklepu, przyznać się do winy, oddać pieniądze i jakoś zadośćuczynić. Jednak po dłuższym namyśle doszliśmy razem z mężem do wniosku, że to nie jest jeszcze ten wiek, w którym 4,5 latek powinien ponosić takie konsekwencje i brać na klatę związane z tym emocje (wstyd, poczucie winy, strach, itp.).

Wiedzieliśmy, że on na pewno bardzo to przeżył i jest mu trudno – o tym świadczyło jego “dziwne” zachowanie. Doszliśmy z mężem do wniosku, że najważniejszą rzeczą teraz będzie to, żeby nasz syn poczuł się znowu bezpiecznie. Chcieliśmy też w taki sposób załatwić tę sprawę, żeby w przyszłości chciał się do nas zwracać z problemami i kłopotami.

Jak wyglądał dialog z synem?

Następnego dnia, kiedy bawiłam się z dziećmi, znowu zagadałam do syna o ten zapach samochodowy.
-“Synku, rozmawiałam wczoraj z tatą i powiedział mi, że nie dawał Ci tego zapachu. Zastanawiam się skąd go masz.”
-“yyy… znalazłem go przed naszym blokiem!”
-“Synku, czy Ty go wziąłeś ze sklepu bez płacenia?”
-“Tak…” – odpowiedział ze smutną miną.
-“I dlatego nam nie mówiłeś, bo się czegoś bałeś?”
-“Tak… bałem się, że przyjdą policjanci i mnie wsadzą do więzienia”

Głęboko westchnęłam.


-“I czego jeszcze się bałeś?”
-“Że na mnie nakrzyczycie.”
-“Kochanie, musiałeś się strasznie czuć przez te ostatnie dni, kiedy trzymałeś w sobie taką tajemnice!”
-“Mhm… Bałem się więzienia.”
-“Synku, małe dzieci nie mogą iść do więzienia, nawet jak coś ukradną. To rodzice odpowiadają za swoje dzieci, więc nie musisz się już bać. Nie będę na Ciebie krzyczeć i się złościć za to co zrobiłeś. Mówiłeś mi niedawno, że bardzo chciałbyś sobie kupić jakąś zabawkę, a ja Ci ciągle odmawiałam. Dlatego zabrałeś coś ze sklepu? Bo chciałeś w końcu móc sobie coś “kupić”?
-“Tak! Bo ja Was ciągle proszę o jakąś zabawkę i mi ciągle nic nie kupujecie!”
-“To musi być frustrujące… Jest jakaś rzecz tak blisko, na wyciągnięcie ręki i nie możesz jej mieć! Jednak kradzież to nie jest dobry pomysł na rozwiązanie tego problemu. Nie wolno zabierać nic ze sklepu bez płacenia, wiesz?
-“Wiem.”
-“Nie chcę, żebyś więcej zabierał rzeczy ze sklepu. Jeśli przyjdzie Ci to do głowy, to wtedy możesz mi powiedzieć, pomyślimy co możemy z tym zrobić.”
-“Już nic więcej nie zabiorę ze sklepu.” – powiedział Janusz smutno.
-“Synku, a czy teraz jeszcze się czegoś boisz?”
-“Nie, teraz już niczego.”

Kradzież kilkulatka to nie zabawa

Myślę, że po przeczytaniu tego dialogu widzicie, że moje dziecko miało w sobie naprawdę wiele trudnych emocji. Żadna kara, czy “naturalna” konsekwencja nie sprawiłaby, że poczułby się bezpiecznie. Dzięki empatycznej rozmowie udało mi się dowiedzieć dlaczego on coś ukradł. To była dla mnie największa wartość!

Być może ktoś z Was uzna, że to moją odpowiedzialnością było oddać te kilka złotych do sklepu za ten zapach. I pewnie bym to zrobiła, gdyby nie różne okoliczności, które się wydarzyły w tamtym czasie w moim życiu. Pewnie mogłam reagować inaczej (lepiej) w niektórych momentach, ale ten blog nie jest o perfekcyjnych zachowaniach. Nie “podkręcam” dialogów, tak żeby wyglądały książkowo. Tutaj dzielę się tym jak (w najlepszy sposób jaki umiem) radzę sobie z trudnymi sytuacjami w macierzyństwie – a właśnie kradzież mojego dziecka taka była. I ostatecznie jestem bardzo zadowolona z tego, że udało nam się zbliżyć, zaufać sobie i rozwiązać to bez przemocy!


Jeśli chcesz przeczytać więcej wpisów o tym jak komunikować się z dzieckiem to zapraszam na mój instagram: KLIK

Na blogu jest też cały dział poświęcony wychowaniu dzieci: KLIK

Leave a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *